Mimo tego, że w chwili obecnej rynek pierwotny nieruchomości trzyma się świetnie i wielu ludzi kupuje mieszkania jako lokatę kapitału, kilka czynników może skutkować tym, że deweloperzy będą musieli zacisnąć pasa i sprzedawać mieszkania po niższych cenach, a co za tym idzie, osiągną mniejsze, niż spodziewane przychody. Pierwszą znaczącą zmianą może być powoli wyczerpujący się popyt generowany przez pracowników z Ukrainy. Mimo tego, że ta grupa nie kupuje bezpośrednio mieszkań, to wiele nieruchomości znika z rynku wtórnego, ze względu na to, że ich właściciele wynajmują je przybyszom ze wschodu. Drugim czynnikiem może być globalny kryzys światowy, który już czai się za rogiem. Może jeszcze rok, może dwa, ale analitycy nie mają wątpliwości, że na pewno będziemy mieli w najbliższym czasie znaczące spowolnienie światowej gospodarki. Przełoży się to również na naszą gospodarkę, a co za tym idzie na sytuację na rynku nieruchomości. Trzecim czynnikiem jest odejście obecnego rządu od dopłat dla deweloperów, którzy oferowali mieszkania dla młodych małżeństw. Złośliwi kilka lat temu nazywali te programy wsparcia deweloper plus, ponieważ największe korzyści mieli sprzedawcy nowych mieszkań. Reasumując dla deweloperów idą gorsze czasy niż przez ostatnie 4-5 lat. Mniejsze firmy mogą popaść w kłopoty w przypadku niemożliwości sprzedania rozpoczętych już inwestycji, ale z drugiej strony nie ma co panikować. Czy widział ktoś kiedyś biednego dewelopera?